Info

Pracuję nad 6 rozdziałem oraz nad one-shotami. (Dramione dla ~hope~ oraz ponowne Draco x Ellie)

Jeśli ktoś z czytelników miałby specjalne zamówienie na "one shota"- jestem otwarta na sugestie.

O mnie

Moje zdjęcie
Studentka próbująca odnaleźć się w świecie dorosłych jako powszechnie uznawanym, a i tak posiadająca swój własny świat. Uciekam od problemów do muzyki, pisania, rysowania i ukochanego. Chętnie nawiążę znajomość- nie gryzę. :)

czwartek, 19 września 2013

4. "Do dziś mi to zostało."

- Nie wyrabiam! Ona więcej wie o tobie niż ty sam!- jęczał zdezorientowany Ron.
- Nie tylko ona...- westchnął cicho Harry gdy wskoczyli na schody. Hermiona i Elouise rozmawiały z tyłu o ostatniej lekcji transmutacji, kiedy to profesor McGonagall zmieniła wypadające z zawiasów drzwi w stado motyli, aby uniknąć hałasu podczas kartkówki. Granger już otwierała usta żeby powiedzieć, że czytała o podobnym zjawisku gdy nagle grunt pod nogami dzieciaków zadrżał.
- Coo... Co się dzieje?!- pisnął Weasley.
- Te schody się ruszają! Pamiętacie?- nie, ale teraz, dzięki Mionie, przypomnieli sobie.
Stopnie zatoczyły lekkie półkole i zatrzymały się przy najbliższym balkoniku. Nogi jedenastolatków trzęsły się jakby za chwilę mieli stracić równowagę.
- Szybko, chodźcie tutaj, zanim znowu im się zechce gdzieś przenosić!- warknęła Elouise i nie patrząc na resztę wbiegła na szczyt. Okazało się, że był to ślepy zaułek, bez innych schodów wokół, otworzyła więc drzwi, które się tam znajdowały, a Harry pomógł jej je popchnąć- były z bardzo grubego i solidnego kawałka ciemnego drewna. Dragon przetarła dłonie o szatę, bo kołatka aż poszarzała od ilości kurzu. Mali Gryfoni weszli do środka- ciemny, zimny, obskurny korytarz odpychał samym widokiem.
- Czy ktoś jeszcze ma wrażenie, że nie powinniśmy tu być?- wyszeptał przerażony Ron.
- Nam tu wręcz NIE WOLNO być! To przecież trzecie piętro, zakazane!- zahuczała Hermiona, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowo.
- Lepiej stąd chodźmy...- nakazał Harry. Przyjaciele odwrócili się z zamiarem wyjścia, a ich oczom ukazała się bura, puszysta kotka o czerwonych oczach. Zwierzę miauknęło, co przypominało w wydźwięku zarówno koci miauk jak i żabi skrzek.
- To kotka Filcha!- zielone oczy Elouise rozszerzyły się do wielkości galeonów.- WIEJEMY!
Nie mieli wyboru. Pobiegli wzdłuż przerażającego korytarza, a co metr lub dwa zapalała się kamienna pochodnia, oświetlając im drogę.
- Jazda! Widzę drzwi!- uradował się Harry, lecz nie na długo. Okularnik szarpnął kilka razy za klamkę, ale drzwi ani drgnęły.- Uch... Zamknięte!
- To koniec!- zaszlochał Ron.- Już po nas!
- ODSUŃCIE SIĘ!- rozwścieczona Hermiona przepchnęła się między chłopcami i wycelowała w zamek różdżką.- Alohomora!
Biały płomyczek wniknął w kawał żelaza, blokujący im jedyną drogę ucieczki. Dało się słyszeć ciche zgrzytnięcie i po chwili brunetka pociągnęła za kołatkę, otwierając przejście.
- Właźcie!
Weasley wbiegł do środka jako pierwszy. Zaraz jednak spojrzał na Granger podejrzliwym wzrokiem.
- Aloho... Mora?
- Standardowe zaklęcia! Siódmy rozdział- dziewczynka dumnie uniosła brodę do góry.
- Ciii...- mruknęła Elouise i przytuliła głowę do drzwi, nasłuchując odgłosów z zewnątrz. Słyszała Filcha, który mówił do swojej kotki, jednak zaraz zawołał ją do siebie i Ellie odetchnęła z ulgą, słysząc jego zanikające kroki.
- Już poszedł...- wyszeptała cicho.
- Myślał, że drzwi są zamknięte!- zaśmiał się Ron.
- Bo były!- fuknęła na niego Hermiona.
- Już wiem dlaczego...
Wszyscy spojrzeli w miejsce, któremu przyglądał się Potter i zamarli. Przed nimi właśnie przebudzał się i przeciągał olbrzymi, trzygłowy pies. Oczy Złotej pojaśniały, bardzo fascynowała się magicznymi stworzeniami, a teraz mogła patrzeć na cerbera z krwi i kości. Jednak uśmiech spełzł z jej twarzy gdy psisko dostrzegło ich i warknęło groźnie. Trójka jej przyjaciół zaczęła wrzeszczeć i uciekać w kierunku wyjścia, a ona pobiegła szybko za nimi. Potwór kłapnął zębami w miejsce, w którym przed chwilą stała i już kierował się w ich stronę. Ledwo udało im się wybiec i zamknąć z powrotem drzwi. Biegli ile sił w nogach, aż do portretu Grubej Damy.
- Hasło?- zagruchała kobieta z obrazu.
- Caput Draconis!- wydyszała Elouise.
Obraz otworzył się i czwórka jedenastolatków znalazła się w pokoju wspólnym Gryfonów. W kominku wesoło trzaskał ogień, a za oknami było widać nocne niebo. Szatynka opadła na miękki dywan tuż przed ogniem, a pozostała trójka usadowiła się na kanapie. Ron miał tak czerwone uszy, że zdawały się one świecić w otaczającym ich półmroku.
- Dlaczego nie zmieniłaś się w smoka żeby nas uratować?!- nawrzucał zdezorientowanej Złotej.- Mogliśmy tam zginąć, a ty patrzyłaś na niego jak wół w namalowane wrota!
- Ronaldzie!- syknęła Hermiona.
- Co "Ronaldzie"?! Co "Ronaldzie"?! Ona sobie dobrze zdaje sprawę z mocy jaką posiada i nic z tym nie robi!- Weasley najwidoczniej tracił panowanie nad sobą. Gestykulował tak energicznie, że prawie strącił Potterowi okulary z nosa.
- Ron...- westchnęła głęboko Elouise.- Czy ty naprawdę myślisz, że wszystko da się rozwiązać jakąś super mocą? Zdajesz sobie sprawę z tego co w ogóle do mnie mówisz?! Przecież ja się bym tam nie zmieściła! Rozwaliłabym całą wieżę i wszyscy by się dowiedzieli, że byliśmy tam, gdzie nie powinniśmy! Myślisz, że smocza forma wszystko rozwiązuje?
- Ellie ma rację. Ron, ochłoń troszkę- Harry poklepał kumpla po ramieniu.
- Ale oni chyba zwariowali! Trzymać coś takiego normalnie w szkole?- rudzielec nie odpuszczał.
- Gdzie ty masz oczy, kolego? Nie widziałeś na czym on stał?- Hermiona podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę schodów do dormitorium. Reszta poszła w jej ślady.
- Nie patrzyłem na jego łapy! Bardziej byłem zajęty łbami!- wzdrygnął się Ronald.- Jakbyś nie zauważyła to miał ich TRZY!!!
- On stał na jakiejś klapie, podejrzewam, że nie przypadkiem! On czegoś pilnuje!- podsumowała Granger gdy stały ze Złotą przy drzwiach do sypialni dziewcząt, a chłopcy przy swoich. Harry spojrzał na nią lekko zdziwiony.
- Czegoś pilnuje?
- Zgadza się! A teraz, jeśli pozwolicie, my idziemy spać, zanim przez was tu wszyscy zginiemy!- Ellie przekroczyła próg, ale usłyszała jeszcze nienawistny głos przyjaciółki.- Lub, co gorsza, nas WYLEJĄ!

***

Bosa kobieta o platynowych włosach biegła przez las, ledwo łapiąc oddech. Była ciemna noc, nawet żadna gwiazda nie pokazała się na niebie. Małe niemowlę spało w ramionach blondynki, której pionowe, zazwyczaj, źrenice były rozszerzone, aby wpuszczać jak najwięcej światła i umożliwić omijanie drzew w tym mroku. Z krwistoczerwonych ust dawało się słyszeć głośne dyszenie, a na czole pokazywały się pierwsze kropelki potu. Nagle jej stopa zahaczyła o wystający korzeń i kobieta poleciała na bliskie spotkanie ze ściółką leśną, wypuszczając zawiniątko z rąk. Szloch dziecka, które poczuło ból po upadku, rozniósł się po całym lesie. Złotowłosa doczołgała się do bobasa, trzymając się mocno za kostkę, z której sączyły się strużki krwi.
- Ciii...- wyszeptała, całując beksę w maleńkie czółko.- Skarbie mój, cichutko, mamusia wie, że boli, zaraz przestanie... Ciii...
- Słyszę twojego bachora! Twój największy skarb cię zdradzi!- z ciemnej otchłani drzew i krzewów zadudnił niski, męski głos, a potem zaniósł się śmiechem, przepełnionym zimnem i nienawiścią.
Kobieta przytuliła płaczące dziecko do pełnych piersi, rozejrzała się nerwowo dookoła i nie zważając na bolesne skurcze stopy ruszyła dalej biegiem przed siebie.
- I tak cię znajdę...- wściekłe syknięcie tego samego, nienawistnego głosu. W oczach blondynki zaszkliły się pierwsze łzy. Ból i strach były nie do wytrzymania.- Cooo, nie ma innego sposobu ucieczki? Co za szkoda...
Uciekająca znów się przewróciła, jednak tym razem osłoniła własnym ciałem swoją pociechę, która jak na złość nie mogła przestać płakać. Kobieta pociągnęła cicho nosem i przeklinając w duchu odwinęła dzieciątku twarzyczkę z bawełnianej chusty. Buzia małej dziewczynki była czerwona z wyczerpania, a skrzek, jaki wychodził jej z gardła sprawiał, że jej matce pękało serce.
- Córeńko...- zachlipała cicho złotowłosa.- Kochanie moje jedyne... Cichutko, proszę... Nic ci nie będzie, mamusia jest przy tobie, ciii...
Igliwie przed jej głową zaskrzypiało pod ciężarem stóp, które znalazły się tam nie wiadomo skąd. Ranna podniosła oczy ku górze i ujrzawszy twarz mężczyzny spojrzała z powrotem na swoje dziecko, a potem zacisnęła z całej siły powieki.
- Przykro mi... Wybacz mi... Nie mam siły na nas dwie...- szeptała trzęsącym się głosem w czółko niemowlęcia.
- Jakie to wzruszające...- westchnął mężczyzna- Nie mam tyle czasu, aby oglądać rodzinne scenki, więc...- w tym momencie uniósł różdżkę do góry.
Blondynka spojrzała na zawiniątko z oczami pełnymi łez.
- Elouise...- wycedziła przez zaciśnięte zęby.- Elouise... ELOUISE! OBUDŹ SIĘ!!!

***

Hermiona nie miała pojęcia co się dzieje z przyjaciółką, bała się jej nawet dotknąć, bo ruchy, jakie wykonywała przez sen, były przerażające- dosłownie rzucało nią po całym łóżku.
- ELOUISE! BŁAGAM, OBUDŹ SIĘ!- szatynka ze strachu i bezsilności rozpłakała się. A jeśli Ellie coś się dzieje, ma jakiś atak? Dziewczynka nabrała jak najwięcej powietrza do płuc i wisnęła z całej swojej siły.- ELLIEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!
Złota otworzyła szeroko powieki, a widząc zamazaną postać ludzką odsunęła się tak bardzo, że plecami przytulała się do kolumny łóżka. Zacisnęła zęby z całej siły i puściła dym przez nos. Nie miała zamiaru poddawać się bez walki. Jej małe dłonie splotły się w pięści, ściskając, Bogu ducha winne, prześcieradło najmocniej jak się dało.
- Ellie...- dygoczący, dziewczęcy głosik. Kto to? Zaspane oczy szatynki powoli odzyskiwały zdolność widzenia. Zielonooka potrząsnęła lekko głową i zobaczyła przed sobą, siedzącą na jej łóżku i zakrywającą usta dłonią, Hermionę Granger.
- Miona...- wymamrotała, puszczając prześcieradło.- Co... Co się stało? Hej! Czemu płaczesz?
Elouise chwyciła koleżankę za nadgarstek ręki, którą dziewczyna miała przy twarzy. Brązowowłosa zacisnęła powieki.
- Ja... Ja tak się bałam...- wychlipiała.- Bałam się, że coś ci się dzieje, a ja nie wiem co zrobić!
Hermiona zaczęła głośno płakać i opadła na pierzynę Złotej. Szatynka cofnęła szybko nogi, aby nieuważna jedenastolatka nie nabiła sobie guza i przytuliła ją "kładąc się" na niej torsem.
- Hermi, ciszej... Obudzisz Parvati i Padmę. Poza tym, no hej... Przecież nic mi nie jest!- Ellie spojrzała przyjaciółce głęboko w oczy gdy tylko ta uniosła swoją twarzyczkę by na nią spojrzeć.
- Ra... Racja- Granger pociągnęła mocno nosem.- Wracam do łóżka, bo będę nieprzytomna na zajęciach. Nie przywykłam do budzenia się w nocy...

***

Dni mijały w zawrotnym tempie. Nikt nie zauważył kiedy nadszedł dzień Halloween. W całym zamku wisiały różnorakie ozdoby, jednak dzień zajęć odbywał się tak jak zwykle. Wieczorem, w nagrodę, na uczniów czekała ponoć wielka uczta, pieszcząca podniebienia nawet najbardziej wybrednych.
- Co teraz mamy?- Elouise zaglądała Hermionie przez ramię prosto w rozkład zajęć.
- Zaklęcia, czwarte piętro, profesor Flitwick i koniec!- burza loków odwróciła się i uśmiechnęła szeroko.
- O kurczę, zapomniałem pióra!- Ron trzasnął się otwartą dłonią prosto w czoło.- Zaczekajcie tu na mnie!
- Nie ma sprawy!- zawołał za rudzielcem Potter gdy ten biegł po schodach w dół.
- Jeju, mu trzeba zacząć zapisywać to na rę... AUA!- Smoczyca warknęła ponuro, aż kilka starszych dziewczyn w pobliżu podskoczyło ze strachu. Złota potarła bolącą potylicę, a na jej dłoni został niebieski ślad.- Co do... IRYTEK!!!
Całym korytarzem zawładnął denerwujący śmiech. Duch mężczyzny, który wyglądał jak przerośnięty goblin, wyłonił się zza tarczy z godłem Krukonów i uśmiechnął się szeroko z nieukrywaną satysfakcją.
- BWA HA HA HA!- skrzeczał donośnie.- OJEEJ, NASZA GADZINKA SIĘ UBRUDZIŁA, BWA HA HAAA!
Po tych słowach cisnął w stronę jedenastolatków czerwonym balonem, który rozbił się na głowie piszczącej Hermiony, brudząc jej puszyste włosy szkarłatną barwą.
- OOOO,  W TYM KOLORZE CI ZNACZNIE LEPIEJ, MĄDRALO!- Poltergeist trzymał się za brzuch i trząsł z radości. Już celował kolejną kulą farby, tym razem zieloną i to prosto w Harrego, gdy nagle dzieciaki usłyszały za sobą dwa podobne głosy.
- Iryś!
Fred i George pojawili się znikąd i skrzyżowali ręce na piersiach, stając przed ofiarami nieznośnego ducha, jednocześnie osłaniając ich swoimi ciałami.
- PIEGULEC I RYŻULEC, NIE MACIE TERAZ INNYCH ZAJĘĆ TYLKO PSUCIE INNYM ZABAWY, HĘ?!- Irytek skrzywił się z niesmakiem.
- My nie chcemy ci nic psuć, wręcz przeciwnie, troszczymy się o ciebie!- westchnął Fred.
- TAK? A NIBY W JAKI SPOSÓB?
- Ano, bo widzisz. Krwawy Baron robi sobie wycieczkę po zamku i poleruje każdy herb. Chyba nie byłby zadowolony gdyby zobaczył, że nabrudziłeś trudno zmywalną farbą na jednym z nich?- dokończył za brata George, wskazując na godło Ravenclawu, które było spryskane czerwoną barwą. Widocznie doszło do tego gdy Hermionie rozbił się na głowie balon z barwnikiem.
- UCH, WREDNE DZIECIAKI!!!- głos ducha rozniósł się po całym korytarzu, a on sam rozpłynął się w powietrzu. W tym momencie po schodach na górę wbiegł Ron. Zatrzymał się nagle i rozejrzał po twarzach przyjaciół.
- Co... Co to się stało, dlaczego Hermiona ma czerwone włosy i dlaczego Elouise wygląda jakby miała zamiar coś roznieść?- bąknął z przestrachem.
Wszyscy skierowali swój wzrok na Złotą, która zdążyła przebić palcami trzymaną w ręku książkę. Miała zaciśnięte zęby, oddychała głęboko i wolno, a z każdym wydechem spomiędzy jej zębów wydostawał się mały płomień. Jeden z bliźniaków ukucnął przed nią i położył jej dłoń na ramieniu.
- Hej, mała.- uśmiechnął się ciepło do wściekłej szatynki i spojrzał w jej zielone oczy z rozbawieniem.- Dobrze sobie zdajesz sprawę z tego, że jesteś niebezpieczna, nie? Więc daj na luz, chyba, że aż tak nas nie lubisz i chcesz nas pozabijać.
- Ja... No co ty!- Elouise otworzyła szeroko powieki i zarumieniła się. Nie chciała wywierać na nikim takiego wrażenia. Wystraszyła się gdy rudzielec nagle odsunął dłoń z jej barku z sykiem i począł nią potrząsać.
- Parzy, parzy!- jęczał cicho.
- Co... Ja... Nie... Na Merlina!- głos zatrzymywał się Ellie w gardle. Nie miała pojęcia co się dzieje, co zrobiła, nigdy wcześniej czegoś takiego nie było z jej ciałem. W pewnym momencie Weasley przestał potrząsać obolałą ręką i poczochrał ją po włosach.
- Dałaś się nabrać.- wyszczerzył się do niej.
- FRED, JESTEŚ NIEZNOŚNY!- dziewczynka wydęła dziwacznie usta na znak oburzenia. Chłopak zrobił zdziwioną minę, a drugi brat, który zaklęciami czyścił zabrudzone włosy dziewcząt, zawtórował mu.
- Skąd wiesz, że jestem Fred?- zapytał cicho.
- Mam swoje sposoby- Elouise przygryzła lekko wargę z dumą i odwróciła się, kiwając głową na resztę. Pierwszaki wchodziły na wyższe piętra, zostawiając bliźniaków osłupiałych z wrażenia.

***

- Jedną z podstawowych zdolności magicznych jest lewitacja czyli sprawianie, że przedmioty będą unosić się w powietrzu!- piszczał profesor Flitwick stojąc na wieży z książek. Ten niewielki czarodziej nie sięgał wyżej jak do pasa dla Harrego więc musiał sobie jakoś radzić z prowadzeniem zajęć.- Macie swoje pióra? O, świetnie. A teraz ruch ręką. Pamiętacie? Ćwiczyliśmy to! Obrót i trach!
Cała sala zahuczała w powtarzaniu przez Gryfonów i Puchonów formułki ruchowej, a potem słów zaklęcia- Vingardium Leviosa. Między brwiami Elouise pokazała się pionowa zmarszczka niezadowolenia gdy uparte pióro za nic nie chciało latać. W ucho wpadło jej kazanie Hermiony skierowane do Rona, któremu szło nie lepiej od Złotej.
- Mówisz to źle!- syczała Granger.- To jest leviooosa, a nie leviosaaa!
- Zrób to jak jesteś taka mądra!- burknął niezadowolony pouczaniem Weasley.- No, dalej!
Hermiona bez problemu spełniła to co kazał jej kolega i uśmiechała się do siebie gdy profesor chwalił jej osiągnięcie. Ellie przekręciła głowę patrząc na Gryfonkę i zauważyła, że ta cieszy się bardziej z utarcia nosa Ronowi niż z samego sukcesu magicznego. Nagle, na końcu podium, rozległ się huk i oczom wszystkich ukazał się osmolony Seamus, którego pióro, a raczej jego resztki, dogasało po trawiącej go dawce ognia.

***

Witajcie!
Ten rozdział już trochę dłuższy- to sukces! Muszę naprawdę Was gorąco przeprosić... Pisanie w moim obecnym trybie życia nie jest łatwe, dlatego nie jestem w stanie nawet podawać konkretnych dat w jakich miałyby się pojawiać nowe rozdziały- PRZEPRASZAM. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. :)
Miałam zamiar skończyć trochę dalej, ale uznałam, że pisanie takich malutkich fragmencików co chwila nie ma sensu, więc zrobię z tego, w następnym rozdziale, całą akcję, bez przerywania.
I mam dla Was niespodziankę! Ktoś pokusił się o poproszenie o one shota w konkretnym temacie i następny wpis to będzie ten właśnie one shot. :) Tematu nie zdradzę, ale mogę obiecać, że postaram się jak najmocniej. :) Pamiętajcie tylko, że one shoty nie będą miały wiele wspólnego z głównym opowiadaniem i proszę ich nie łączyć. :) Cieszę się bardzo z tej propozycji, bo mogę spróbować swoich sił w innym typie pracy pisemnej, a chcę poszerzać swoje horyzonty. :)
Wyglądajcie sowy z wiadomością o one shocie!
Ina
PS. Bardzo wszystkim dziękuję za komentarze! To mnie motywuje! Jesteście przekochani! :*
PS2. Jakby ktoś nie zauważył to z prawej strony jest ankieta, możecie głosować na najnowsze publikacje. :)
PS3. One shota postaram się dodać przed końcem września.

sobota, 7 września 2013

3. "Legendarne stwory istniejące tylko w spróchniałych księgach."

Złoty Smok (Volans Aurum)


Najrzadszy, najpotężniejszy gatunek, władca wszystkich smoków. Wielkością przegania nawet Rogogona Węgierskiego. Strumień jego ognia potrafi osiągnąć zasięg około dziesięciu metrów. Łatwo go rozpoznać po złotych łuskach. Części kostne, sterczące z jego ciała (rogi, kolce, pazury) są perłowo- białe.
Gatunek ten, w wyniku ewolucji, osiągnął zdolność transmutacji do postaci człowieka- osoby te mają włosy w odcieniu bardzo jasnego blondu, który mieni się w świetle słonecznym. Błędem jest nazywanie go animagiem. Tej zdolności nie da się nauczyć, trzeba się z nią urodzić. Jak odróżnić smoka od normalnego człowieka? Po wadze i sile. Gad, nawet w ludzkiej postaci, będzie utrzymywał swój ciężar i krzepę. Do porozumiewania się z ludźmi w smoczej formie Złoci używają telepatii, jednak nie wiąże się to z legilimencją.
Łuski tego gatunku są niezwykle cenne, szczególnie ogonowe, które są chropowate i luźno trzymają się skóry smoka, pełniąc rolę steru podczas lotu. Cena jednej łuski waha się od stu do stu dwudziestu galeonów.

Klasyfikacja Ministerstwa Magii: XXXXX
Źródło: Potworna Księga Potworów

***

Neville wiedział, że zawsze miał pecha, nie przypuszczał jednak, że przyjdzie mu umrzeć tak młodo. W ostatnich metrach morderczego lotu pogodził się w miarę z tą wizją, zamknął oczy i przypominał sobie wszystkie miłe chwile, których doświadczył w życiu. Wakacje z babcią, kupno Teodory, list z Hogwartu, przydzielenie do Gryffindoru... Jego zadumę przerwało mocne szarpnięcie i chłopak poczuł, że coś podrywa go ku górze, jednak miało to także negatywny skutek- Longbottom poczuł ból promieniujący od lewego nadgarstka. Jakaś dziwna siła miażdżyła jego rękę. Neville ze strachem uniósł powieki i nie mógł uwierzyć w to, co ukazało się jego oczom.
Jego ciało oplatała potężna łapa. Chłopiec zmarszczył twarz, ponieważ od skóry "czegoś", co go niosło, bił niesamowity blask. Czuł jak wiatr smaga jego pyzatą buzię i usłyszał głośne burczenie, które bez wątpienia ogłaszało negatywne emocje potwora. Jedenastolatek przekręcił szyję by spojrzeć na swojego wybawcę i syknął z bólu- nadgarstek był sztywnie osadzony między pazurami stworzenia i każdy ruch powodował, że ręka przypominała o swojej dolegliwości. W końcu poczuł jak "coś" odkłada go z niezwykłą delikatnością na ziemię i w końcu mógł spojrzeć na łeb stwora. To co zobaczył przewyższyło wszelkie wyobrażenia- patrzył teraz na nic innego jak na ostatniego Złotego Smoka. Gad trącił go lekko nosem i wypuścił dym z nozdrzy.
- E... E...- bąkał Neville.- Elouise?
Potwór mrugnął oczami, jakby próbował tym gestem odpowiedzieć na zadane pytanie.
- Wszystko w porządku?- Longbottom drgnął z przerażenia gdy w głowie zadudnił mu głos koleżanki z domu.
- Chy... Chyba tak... Cho... Chociaż nie... Nad- nadgarstek mnie boli, bardzo mocno...- chłopak dygotał na całym ciele, ze strachu i z bólu. Nie bał się jednak smoka- przerażało go to, że gdyby nie on, byłby już martwy.
- PANIE LONGBOTTOM!- do uszu uczniów dobiegł histeryczny krzyk pani Hooch. Kobieta upadła na kolana przy Nevillu.- Panie Longbottom, nic panu nie jest?!
- Rękaaa... auaaaaaa!- jęczał pyzatek gdy nauczycielka chwyciła go za obolałe miejsce.
- Niedobrze... Złamany nadgarstek... No, wstawaj biedaku, idziemy do Skrzydła Szpitalnego!- profesorka poderwała ucznia na równe nogi i zaczęła go prowadzić pod ramię.- I niech nikt się nie waży oderwać stóp od ziemi, jasne? Bo jak kogoś zobaczę na miotle to wyleci z tej szkoły zanim zdąży powiedzieć Quidditch...
Nikomu nie siedziało w głowie latanie. Wszyscy z otwartymi buziami patrzyli na Elouise, która wróciła do formy ludzkiej i miała policzki w kolorze dojrzałego buraka. Szaliczek, który zawsze miała na szyi, trzymała w ręku, bo upadł jej na ziemię w czasie przemiany. Po co miała go zakładać z powrotem, skoro każdy i tak już ją zobaczył w pełnej okazałości? Harry przyjrzał się jej odsłoniętej szyi i dostrzegł fakt, który ów szal miał ukrywać- całą część ciała dziewczyny pokrywały złote łuski, od obojczyków, aż po uszy.
- Niebywałe...- szeptała sama do siebie Hermiona.- Przecież po Złotych Smokach w ludzkiej formie nie widać żadnych oznak ich gadziej przypadłości... Czytałam o tym! Dlaczego więc ona ma te... coś i... ogon?
Potter i Weasley, którzy słyszeli monolog Granger zauważyli to samo co ona, gdy tylko zerwał się mocniejszy wiatr. Spowodował on gwałtowne ruchy spódnic wszystkich dziewczyn, odsłaniając nogi do kolan, a u Dragon coś jeszcze... Ów ogon- zmniejszona wersja tego, który przed chwilą miała gdy ratowała Nevilla.
Elouise czuła, że wszyscy się na nią gapią i starała się chować nieludzkie części jej ciała. Podeszła powoli do tłumu i z rumieńcem palącym jej twarz wymamrotała do reszty:
- N... no... To do- dobrze, że nic mu się nie stało... Iii... No, takie tam...- drapała się nieswojo po głowie bojąc się, że zaraz zostanie zwyzywana od potworów i krwiożerców, jednak nic takiego się nie stało- wręcz przeciwnie. Pierwszoroczni zaczęli bić jej głośno brawo, każdy klepał ją po plecach i wyrażał podziw za uratowanie skóry Longbottomowi.
- Niesamowite!- wykrzyknęła Hermiona, ściskając serdecznie zszokowaną Ellie.- Ale ty musisz być odważna! Ja to bym bardzo się bała pokazać swoje prawdziwe oblicze, szczególnie gdyby było takie jak twoje!
- Uwierz, Hermi... Nigdy nie toczyłam ciężej walki niż z samą sobą parę chwil temu...- Złota uśmiechnęła się szeroko do szatynki, a cały ciężar spadł jej z serca. Przynajmniej u swoich miała poparcie.
- Haha, zobaczcie!- dało się słyszeć głos Dracona gdy tylko gwar i wiwaty opadły. Trzymał on w ręku małą szklaną kulkę, która była niczym innym jak Przypominajką, którą Neville dostał od babci w ostatniej paczuszce.- Gdyby tłuścioch tego nie zapomniał, pamiętałby żeby lądować na tyłku!
- Oddawaj to, Malfoy!- Harry odważnie podszedł do Ślizgona i patrzył na niego z gniewem. Blondyn uśmiechnął się na ten "rozkaz" drwiąco.
- Nie! Schowam ją i niech sobie Neville znajdzie...- chłopiec wskoczył na miotłę i przeleciał tuż nad ziemią obok okularnika.- Może na dachu?
Potter zmrużył oczy i również dosiadł "pojazdu".
- HARRY!- pisnęła Hermiona.- Nie można! Pani Hooch nam zabroniła! Poza tym- nie masz pojęcia jak się lata!
Chłopak nie słuchał koleżanki i odbił się mocno od ziemi. Wszyscy obserwowali jak Gryfon i Ślizgon przepychają się na miotłach, gdy nagle Malfoy wyrzucił Przypominajkę daleko w powietrze. Harry ruszył jak najszybciej za nią, a grupce gapiów zaparło dech w piersiach kiedy prawie spadł z miotły przy samej wieży zamkowej. Jednak zaraz leciał tryumfalnie w ich stronę, a w ręku trzymał nic innego jak szklaną kulkę. Elouise ruszyła wraz z tłumem, krzycząc i bijąc brawo. Gdy okularnik wylądował poczochrała jego czarną czuprynę i uśmiechnęła się szeroko.
- Harry Potter!- głos profesor McGonagall przebił wiwaty jedenastolatków. Chłopak odwrócił się na komendę i głośno przełknął ślinę.- Za mną!
Ślizgoni śmiali się głośno, z Draconem na czele, gdy Harry ruszył za nauczycielką z opuszczoną głową. Elouise spojrzała w ich stronę i warknęła głośno, a Malfoy przestał się chichotać i zlustrował ją wzrokiem pełnym zimna i pogardy.

***

- Chyba jesteś nam winna wyjaśnienia!- wydukał Ron, próbując udawać, że nie jest przejęty całym zajściem, które miało dzisiaj miejsce. Harry również chciał wiedzieć, dlatego czekał ze swoimi ogłoszeniami i dawał Ellie pierwszeństwo. Siedzieli na zimnych murach zamku i korzystali z ładnej pogody, bo ze wschodu napływały burzowe chmury i nie wiadomo było, ile jeszcze czasu słońce będzie grzało.
- Ale co chcecie wiedzieć?- Złota uniosła brwi w górę.
- Ja to bym chciała wiedzieć- zaczęła wyniosłym tonem Hermiona- dlaczego masz ogon i łuski na szyi. Czytałam, że...
- Złote Smoki w formie ludzkiej niczym się nie różnią od normalnego człowieka.- dokończyła za nią Elouise.- Tak, to jest prawda. Jednak tylko wtedy, gdy i matka, i ojciec są smokami.
- Chcesz powiedzieć, że któreś z twoich rodziców nie było smokiem?- Harry podłapał temat.
- Tak. Mój ojciec był człowiekiem. Czarodziejem czystej krwi, aurorem. Łowcą czarnoksiężników- dodała pospiesznie Złota widząc zdziwioną minę Pottera.
- Nie słyszałam o takim przypadku- Granger zmarszczyła nos jak królik. Była niezadowolona z siebie. Lubiła wiedzieć wszystko o wszystkim, a tu ewidentnie jej wiedza zawierała niemałą lukę. Ellie roześmiała się donośnie.
- Wiesz- zaczęła, ocierając łzy- jeśli nie ma już więcej samców twojego gatunku, a umiesz przemieniać się w inny, plus jeszcze zakochasz się w jego przedstawicielu, to jakoś tak wychodzi.
- Niesamowita historia- Weasley zbierał szczękę z podłogi. 
- Teraz rozumiem! Nie jesteś pełną wersją smoka, dlatego zawierasz w swoim wyglądzie elementy obu gatunków, zgadza się?- Hermiona klasnęła w dłonie.
Elouise kiwnęła głową i przygryzła wargę. Mimo, że trójka jedenastolatków wysłuchała jej historii, nie oznaczało to, że zaakceptują ten fakt.
- Czy poza wyglądem, gdy jesteś w formie ludzkiej, posiadasz inne cechy ze smoka?- zainteresował się Harry.
- Hmm, owszem. Mogę zionąć ogniem, nawet jako człowiek. Oczywiście płomień ten nie ma takiego zasięgu jak normalnie, ale zawsze coś...
- Ekstra! Normalnie odjazd!- Ron ekscytował się opowieścią.
- Jeszcze jedno pytanie...- mruknęła Hermiona. Elouise wyczytała z jej miny o co może chodzić. Nie była zdziwiona. To było normalne, że każdy martwił się o swoje życie.- Czy kontrolujesz swoje zachowanie jako smok?
Złota poczuła na sobie wzrok Harrego i Rona. Uśmiechnęła się do nich najmilej jak umiała.
- Tak- odpowiedziała.- Nie martwcie się, nie widziałam was... "wtedy" jako przekąski.
Cała czwórka roześmiała się serdecznie. Ellie poczuła się pewniej. Oczywiste jest to, że każdy boi się tego, co nieznane. Rozwiewając wszystkie wątpliwości zmniejszyła lęk przyjaciół, ale także pozbyła się wstydu. Nie musiała już nic ukrywać.
- Jest jeszcze jedna sprawa... Otóż Dragon to nie jest moje prawdziwe nazwisko. Nie wiem jak się nazywam, mój ojciec zginął jeszcze przed matką- wymamrotała cicho. Widząc wyrazy twarzy słuchaczy uśmiechnęła się, próbując pokazać, że nie przejmuje się tak bardzo swoją własną sprawą.
- No, Harry, a ty co?- szturchnęła lekko chłopca.- Chciałeś nam coś powiedzieć!
- A, tak!- speszył się Potter.- Słuchajcie, no bo ja... Zostałem szukającym!
- SZUKAJĄCY?!- oczy Rona rozszerzyły się do wielkości galeonów.- Pierwszoroczny nigdy nie załapał się do drużyny! Chyba będziesz najmłodszym graczem...
- W tym stuleciu! Według McGonagall- dokończył za kumpla Harry.
- Hej, nieźle, Wood nam powiedział!- dzieciaki usłyszały za sobą głos. Odwróciły się i ujrzały dwóch identycznych chłopców z rudymi czuprynami.
- Fred i George też są w drużynie, pałkarze!- dumnie pochwalił braci Ron.
- Nasza robota to pilnowanie byś ty się krwią nie zalał, chociaż nic nie obiecuję. To ostra gra.- wyszczerzył się Fred.
- Brutalna, ale jeszcze nigdy nikt nie zginął.- dokończył za brata George, po czym odezwali się chórkiem, odchodząc w swoją stronę.- Chociaż czasem ktoś znika, ale za jakiś miesiąc zwykle wraca!
- Daj spokój, stary- Ron poklepał kolegę po plecach.- Quidditch to super zabawa!
- No nie wiem... A co jeśli zrobię z siebie głupka?- wymamrotał Potter.
- Nie zrobisz z siebie głupka! Wiem co mówię!- Hermiona uniosła podbródek do góry.
Szatynka zaprowadziła trójkę zdziwionych jedenastolatków na czwarte piętro, gdzie w szklanej gablocie stały wszystkie zdobyte przez Hogwart nagrody za grę w Quidditcha. Na najniższej półeczce prezentowały się pozłacane medale szukających. Na jednym z nich widniał napis James Potter.
- Jeju!- zachłysnął się Ron- Nic nie mówiłeś, że twój stary był szukającym!
- Ja... Nie wiedziałem...- wyszeptał Harry.

***

Witajcie! Na wstępie dziękuję wszystkim, którym chce się czytać moje wymysły :) Dziękuję również za wszystkie komentarze i chciałabym prosić, aby każda osoba czytająca pozostawiła swoją opinię co do mojej twórczości :) Chętnie wysłucham każdego rodzaju krytyki, wtedy będę wiedziała co należy poprawić. Przepraszam, że ten rozdział może wydawać się krótszy niż poprzednie i kiepski jakościowo, ale aktualnie jestem chorowita, co ma, niestety, niemały wpływ na wenę... Wiem, wiem, tłumaczą się winni, ale ja jak najbardziej czuję się winna :( Do tego dochodzi szkoła, wiecie, matura to nie przelewki, szczególnie gdy ktoś wybiera się na kierunki medyczne. Mam nadzieję, że mi wybaczycie! :)
Ina
PS. Byłabym bardzo wdzięczna gdyby ktoś byłby w stanie zrobić mi szablon na bloga... Niestety sama w tym nie siedzę, ale może ktoś by umiał... :)

środa, 28 sierpnia 2013

2. "Jedno przeżyło, drugiego nie tknęli. Kto miał większe szczęście?"

- Zaraz... Co?!- Harry spojrzał na Rona, a na jego twarzy malowało się ogromne zdziwienie. Jak to jej ojciec... Nie, JEGO ojciec, a JEJ matka. Skąd oni wszyscy o tym wiedzą, co tu jest grane? Umysł Harrego bombardowały tysiące myśli.
Malfoy już otwierał swoje usta żeby się odezwać, a Ron swoje, aby odpowiedzieć Potterowi, ale w tym momencie wróciła profesor McGonagall. Dała Draconowi znak do powrotu w szereg. Blondyn tylko zlustrował okularnika i rudzielca wzrokiem po czym z cichym prychnięciem zajął miejsce obok dwójki goryli- Crabba i Goyle'a.
- Pora zaczynać! Za mną!- rozkazała władczo czarownica.
Elouise, mimo trzęsących się nóg, ruszyła posłusznie razem z tłumem. Nie mogła dojść do tego czy te drgawki są wynikiem furii czy strachu, szoku czy pewności. Na szczęście wszystkie negatywne emocje opadły gdy jej oczom ukazała się Wielka Sala. Zgodnie z nazwą- była wielka. Cztery długie stoły prezentowały się wzdłuż, a na samym końcu, wszerz, ciągnął się stół dla nauczycieli. Wszyscy obecni na Sali przeczesywali wzrokiem pierwszorocznych, jedni z pogardą, inni z ciekawością, a jeszcze inni z dozą sympatii. Wzrok Ellie powędrował po ścianach. Wisiały na nich flagi prezentujące barwy i stworzenia poszczególnych domów- złoty lew na czerwonym tle Gryfonów, czarny borsuk na żółtym tle Puchonów, biały kruk na granatowym tle Krukonów oraz srebrny wąż na szmaragdowym tle Ślizgonów. Nad stołem nauczycieli wyróżniała się flaga Hogwartu. Dzieciom nie mógł umknąć przepiękny sufit. Ellie podsłuchała jak Hermiona tłumaczy dla Susan Bones, że jest zaczarowany po to żeby wyglądał jak niebo w nocy. Zaparło jej dech w piersiach. Miała tu spędzić kolejne 10 miesięcy. To była cudowna wizja.
- Ustawcie się tu, proszę- powiedziała McGonagall gdy zatrzymali się przed podestem, który oddzielał strefę uczniowską od nauczycielskiej.- Nim zaczniemy, profesor Dumbledore chciałby coś ogłosić.
- Jak co roku- sędziwy staruszek podniósł się z miejsca. Jego siwa broda sięgała głęboko pod stół, a bordowa tiara przekrzywiła się na głowie, zupełnie jak okulary na jego orlim nosie- obowiązują nas jakieś zasady! Pierwszoroczni niech wiedzą, że wstęp do lasu jest absolutnie niedozwolony! Dodatkowo, nasz dozorca, pan Filch, prosił o przypomnienie, że wejście na korytarz na trzecim piętrze, jest zabronione! Dziękuję!
- Gdy kogoś wyczytam niech podejdzie tu i zajmie miejsce na stołeczku. Wtedy włożę mu na głowę Tiarę Przydziału, która wskaże mu jego dom...- profesorka uśmiechnęła się ciepło do małego tłumu kotów, gdy Dumbledore zakończył swoje przemówienie i usiadł z głośnym westchnięciem na krześle z szerokim oparciem.- Hermiona Granger!
Elouise spojrzała na wywołaną dziewczynę i przygryzła wargę. Gdy szli z pociągu do łodzi, Hermiona opowiadała jej jak się boi, że zostanie przydzielona ze względu na swoje wady i nie będzie miała możliwości pokazania się z jak najlepszej strony. Bądźmy szczerzy- nikt nie wiedział jak głęboko w umysł potrafi zajrzeć Tiara... A co, jeśli Granger miała rację? Co wtedy będzie z nią? Podczas przydziału nie ukryje swojej mściwej natury, z którą tak starała się walczyć i prawie z nią wygrała... Jej starcie podgotowała obecność Dracona w Hogwarcie...
- GRYFFINDOR!!!- szatynka podskoczyła. Zupełnie zapomniała o Hermionie i z głębokiego namysłu wyrwał ją krzyk Tiary ogłaszający przyjęcie Granger do domu lwa. To była cudowna wiadomość. Po mugolaczce też było widać, że jest szczęśliwa. Gryfoni cieszyli się dużym respektem.
- Draco Malfoy!
Ellie zamarła na chwilę. W tym momencie jej umysł był zupełnie pusty. Nie myślała o niczym. Chciała tylko wiedzieć, że ten człowiek znajdzie się tam, gdzie jego miejsce. A idealną dla niego pozycją był...
- SLTYHERIN!!!
- Elouise Dragon!
Wielką Salę ogarnęła niema cisza. Złotej zadrżały wargi. Już wiedzieli. Do uszu dziewczyny dotarły szepty, które wychodziły z ust uczniów Hogwartu. Czuła na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych. Zimny dreszcz przeszedł po jej szyi, a z nerwów poprawiła szaliczek. Nie wiedziała tak naprawdę po co. Teraz to i tak nie miało znaczenia...
Zrobiła sztywny krok w stronę profesor McGonagall. Powoli podniosła wzrok na twarz nauczycielki i dojrzała jej zatroskaną twarz wykrzywioną w ciepłym uśmiechu. Ellie przełknęła głośno ślinę i usiadła powoli na stołku, zamykając oczy. Nie chciała widzieć tych wszystkich ludzi, którzy bez wątpienia gapili się na nią, w końcu była w centrum uwagi. To była jej chwila, czuła, jak krew pulsuje w jej żyłach, jak skronie zmierzają do eksplozji, jak pot płynął po jej plecach, jak Tiara ląduje na jej głowie...
- Oooch...- zamruczał jej do ucha głos Przydziału.- Niesamowite... Naprawdę, niesamowite... Ile się dzieje w tej głowie... Nie sądziłam, że przyjdzie mi zająć miejsce na złotej czaszce... Och, ile myśli, ile postanowień, ile planów, ile... lęków? Panno Dragon, nie sądziłam, że dojrzę to w tym umyśle... Chociaż nie wiem co ja bym czuła gdybym była ostatnia... Naprawdę... Och...- Tiara zapętlała się w swoich słowach. Elouise usłyszała "och" i "naprawdę" jeszcze niezliczoną ilość razy, gdy nagle poczuła lekkie szarpnięcie w okolicy potylicy.- Już mam. Dokopałam się do tego, co postawiło sprawę jasno. Tak więc... GRYFFINDOR!!!
Szatynka podniosła powoli powieki, a Wielką Salę ogarnął wrzask i wiwaty od stołu Gryfonów. Dziewczyna powoli zsunęła się ze stołka, z obawą, że gdy stopami muśnie grunt, jej nogi odmówią posłuszeństwa. Tak się jednak nie stało, a Dragon odważyła się w końcu na szeroki uśmiech. Podbiegła do Hermiony, uściskała ją serdecznie i zajęła miejsce obok niej, a ludzie w czerwono- żółtych krawatach klepali ją zewsząd po plecach i składali gratulacje. Od paru osób usłyszała pytania "Czy to prawda?", "Czy mogłabyś zdjąć szalik?", ale zgrabnie udawało jej się zmieniać temat.
Po zakończonej ceremonii przydziału, podczas której Ron i Harry (którego obecność wywołała nie mniejsze zamieszanie niż obecność Elouise) również trafili do Gryffindoru, oczom uczniów ukazała się ogromna uczta. Stoły uginały się pod ciężarem przysmaków i wykwintnych dań. Wieczór zleciał szybko. Atrakcją były także duchy, które zleciały się na Wielką Salę, aby przywitać nowych, a gdy wszyscy napełnili swoje brzuchy prefekci pokazali drogi do dormitoriów.

***

Pierwsze dwa dni minęły jak wystrzelone z procy. Potterowi i Weasleyowi udało się spóźnić na lekcję transmutacji, a potem okularnik podpadł dla profesora Snape'a na pierwszych eliksirach. Na szczęście wszyscy byli tak pochłonięci nowymi doświadczeniami, że zupełnie zapomnieli o Elouise i Harrym. Słynne nastolatki miały moment dla siebie, chwilę na złapanie oddechu i okazję do poczucia się... normalnie. Jak każdy inny dzieciak.
Trzeciego dnia, przy śniadaniu, zleciały się sowy z pocztą. Tak wielka grupka przylatywała dwa razy na tydzień. Fuksja przyniosła dla Ellie paczkę ze słodyczami i małą figurkę lwa, który potrząsał co jakiś czas grzywą, od państwa Bertone. Lew był gratulacjami z okazji przyjęcia do domu Godryka. Ron odłożył dostarczoną gazetę na bok i zajął się paczuszką. Pismem zainteresował się Harry, który momentalnie podłapał główny temat.
- Byłem w tej krypcie z Hagridem!- skomentował artykuł mówiący o rzekomej kradzieży w banku Gringotta, której wypierał się jego personel. Ron zakrztusił się swoją jajecznicą, Hermiona wstrzymała oddech, a Elouise zastanawiała się czemu wokół, teoretycznie, jasnych spraw zawsze jest największa sensacja.

***

- O rany!- Ron podskakiwał radośnie gdy zmierzali na pierwszą lekcję latania na miotle.- Tak na to czekałem! To chyba będą najlepsze zajęcia w tej szkole!
- Z czego ty się tak cieszysz? To tylko latanie...- mruknęła Elouise, a Hermiona, po której było widać oznaki przerażenia na myśl oderwania stóp od ziemi, pokiwała energicznie głową, potwierdzając w ten sposób słowa szatynki.
- Łatwo ci mówić, bo masz to kiedy sobie zechcesz, dla ciebie to normalka!- fuknął rudzielec. Ellie już otworzyła usta żeby mu odwarknąć, ale z tyłu dało się słyszeć nienawistny syk.
- Nie raduj się tak, Weasley, bo pewnie i tak zlecisz z tej miotły- na słowa Malfoya śmiechem zareagowali towarzyszący mu goryle.
- Zamknij się, Malfoy!- Harry zacisnął dłonie w pięści i stanął tuż przed blondynem. W oczach Dracona dało się zauważyć błysk satysfakcji. Zanim zdążył coś powiedzieć, Złota pociągnęła Pottera za ramię.
- Daj spokój, Harry- burknęła cicho.- On już zdążył z tej miotły spaść, nie widzisz tego po jego mordzie?
Nie tylko czwórka kompanów, ale też ludzie dookoła, którzy usłyszeli tę wymianę zdań, wybuchnęli śmiechem. Ślizgon zacisnął zęby i wyminął przyjaciół tak, aby jak najmocniej zahaczyć o któreś barkiem. Dało się słyszeć ciche warczenie, które przypominało odgłosy niezadowolonego lwa.
- Rany, co to?- Harry odwrócił się nerwowo kilka razy, rozglądając się dookoła.
- Niby co? Ja nic nie słyszę- odparła mu spokojnie Hermiona, po czym uniosła brew w górę.- Tak się zestresowałeś Malfoyem?
- N- nie... Nieważne. Chodźmy, bo Ron zaraz wyskoczy z siebie jak nie wsiądzie szybko na tę miotłę- uśmiechnął się Potter.

***

- Dzień dobry uczniowie!- chuda, młoda czarownica w sportowej szacie przechodziła pomiędzy uczniami, poprawiając rękawice. Jej piwne oczy były tak jasne, że wyglądały jak kocie, a białe, krótkie włosy sterczały we wszystkich możliwych kierunkach.
- Dzień dobry pani Hooch!- odpowiedzieli jej chórem wychowankowie.
- Witam na pierwszej lekcji latania!- Rolanda stanęła tak, aby wszystkich widzieć i żeby każdy mógł widzieć ją.- Na co czekacie? Ustawicie się obok miotły, wyciągnijcie rękę przed siebie i krzyknijcie "Do mnie!"!
Głos uczniów rozległ się niczym bzyczenie wściekłego roju pszczół. Każdy wrzeszczał nakazane przez nauczycielkę słowa. Do Harrego i Dracona miotły przyleciały niemal natychmiast. Ron zdążył oberwać w nos trzonem, a miotła Hermiony turlała się niezdecydowana na boki. Elouise stała i obserwowała każdego po kolei. Bała się spróbować, ale jak już przełamała barierę lęku to nie miała czego żałować- udało się jej to równie dobrze co Potterowi. Złota uśmiechnęła się szeroko do okularnika gdy tylko poczuła jego wzrok na sobie.
- Jak już chwycicie miotłę, macie na nią wsiąść!- zakomendowała pani Hooch zauważając, że każdemu już to wyszło.- Gdy dam sygnał gwizdkiem odepchniecie się mocno nogami od ziemi, zrobicie małe kółko, pochylicie się pewnie do przodu i wylądujecie. Pamiętajcie o mocnym trzymaniu trzonka! Zrozumiane? No. Na mój gwizdek! Uwaga! 3... 2...
Zanim nauczycielka dała sygnał do startu, miotła jednego z uczniów zaczęła go unosić. Neville. Chłopiec trząsł się ze strachu i wręcz wtulał w latający przedmiot.
- P... Panie Longbottom!- wykrzyknęła Rolanda. Dzieciaki dookoła ganiły Nevilla za jego zachowanie, nie rozumiejąc, że stracił on całkowicie kontrolę nad miotłą.
- RATUNKUUUUUU!!!- przed oczami Elouise mignęła tylko czarna szata kolegi z domu.
- WRACAJ TU W TEJ CHWILI!- pani Hooch okazywała stres tak samo jak złość- krzyczała groźnym tonem.
Miotła Nevilla postanowiła chyba uciszyć te wrzaski, bo ruszyła w stronę grupy uczniów. Wszyscy rozbiegli się na boki, a Longbottom darł się wniebogłosy. Elouise przygryzła wargę, Hermiona zakrywała usta dłońmi, a Ron z Harrym stali jak sparaliżowani. W pewnym momencie widzieli chłopca już tylko jako niewielką kropkę na niebie. Kropkę, od której... Odjeżdża kreska?
- BOŻE, ON SPADŁ Z MIOTŁY!!!- wiszczała Hermiona. Neville zahaczył szatą o rzeźbę znajdującą się na jednej z wież zamkowych, jednak ta, rwąc się, nie utrzymała go zbyt długo. Leciał prosto na spotkanie z twardym gruntem. Głos uwiązł pani Hooch w gardle. Dziewczyny piszczały przerażone, a Elouise biła się sama ze sobą w myślach. Jednak, gdy chłopak zbliżał się coraz bardziej do ziemi, klamka w końcu zapadła. Złota ruszyła biegiem w jego stronę.

sobota, 24 sierpnia 2013

1. "Rany, no przecież wszyscy o tym wiedzą..."

Dzwonek przy drzwiach do Dziurawego Kotła oznajmił, że ktoś zaszczycił lokal swoją obecnością. Do środka weszła mała dziewczynka, trzymająca kurczowo za rękę wysokiego, wytatuowanego czarnoskórego mężczyznę. Na pewno nie był to ojciec z córką, bo wyglądali jak dwa przeciwieństwa. Ona- drobna, o bladej skórze, z popielatymi włosami do ramion, które w słońcu mieniły się jak złoto, jedenastolatka. On- wysoki, umięśniony, sprawiał wrażenie jakby dopiero co opuścił mury więzienne. Przechodząc przez lokal kiwał głową na powitanie poszczególnym wiedźmom i czarodziejom. Gdy stanął wraz ze swoją towarzyszką przy murze na tyłach Kotła spojrzał na dziewczynkę zachęcająco.
- Dalej, Ellie- uśmiechnął się.- Jako jedyna nie musisz znać kombinacji, wystarczy, że przyłożysz rękę. Moim zdaniem to bardzo wygodne.
- Rany, Frank... Nie masz pojęcia jak się stresuję...- Elouise pociągnęła lekko noskiem.
- Przecież bardzo długo czekałaś na tę chwilę, Złota. No dalej!
- Może to właśnie dlatego...
Jedenastolatka, zachęcona przez Franka, drżącą ręką musnęła zimny mur. Odskoczyła z wrażenia kiedy, pod wpływem jej dotyku, cegły zmieniły swoje położenie i otworzyły przed nimi wejście na ulicę Pokątną. Mężczyzna zaśmiał się niskim głosem.
- Przeżywasz jakby miało to zadecydować o twoim życiu- stwierdził, przecierając łzę, którą uronił podczas donośnego śmiechu.
- Śmiej się, śmiej, to podpalę ci buty!- Elouise dostała pstryczka w nos.
- Nie podskakuj, bo nie kupię ci tej sowy.- Frank próbował brzmieć groźnie, ale jego miłość do Ellie nie pozwalała mu na to. Mimo, że nie byli prawdziwą rodziną to traktował ją jak swoje dziecko.- A właśnie, nie obawiasz się, że to ptaszysko rozszarpie chłopaków?
- Właśnie dlatego kupiłam dla nich klatkę z węższymi odległościami między prętami... Dobrze, że o tym wspomniałeś. Ponoć otworzyli nowy sklep dla zwierząt, tu na Pokątnej. Przyda się kupić karmę dla szczurów, prawie się im skończyła.
Nietypowa para ruszyła wzdłuż ulicy. Ellie rozglądała się z otwartą buzią. Mimo, że świat magii nie był dla niej obcy to pierwszy raz miała z nim do czynienia tak namacalnie. Frank zatrzymał się nagle przed nią, wyciągając z kieszeni zapisaną kartkę papieru.
- Tu masz nazwy sklepów, w których znajdziesz poszczególne rzeczy potrzebne do szkoły. Mam nadzieję, że wzięłaś listę z wyprawką?- przeszył ją swoimi brązowymi oczami. Dziewczynka z tryumfalną miną pokazała mu elegancko złożony pergamin, który wyciągnęła z wewnętrznej kieszonki swojej jeansowej kamizelki.
- Cudownie- Frank położył dłoń na jej głowie.- Ja muszę pozałatwiać kilka spraw, między innymi twoją nieszczęsną sowę. Uważaj na siebie i nie potknij się o tę spódnicę. Tutaj już nie musisz tak strasznie się ukrywać.
- Nie mam też czym się chwalić. Na razie, tato.- Ellie ruszyła w przeciwnym kierunku co mężczyzna wczytując się w listę zakupów i spis lokali, w których może dostać poszczególne rzeczy.
- Zacznę od pergaminu i piór... Różdżkę zostawię na koniec, bo może mi to zająć najdłużej...- mruknęła pod nosem i weszła do lokalu, który cieszył oko przechodnia piórami przeróżnych kolorów i kształtów.

***

- A tak, tak... Pamiętam zamówienie pana Bertone i zawartość jego paczuszki, którą mi przekazał...- pan Olivander sprawiał wrażenie, jakby próbował wmówić to samemu sobie, a nie powiadamiał o tym Elouise.- Mam to gdzieś na zapleczu, panienka pozwoli na chwilę.
Gdy starzec zniknął za jedną z półek, dziewczyna wyjrzała za okno sklepowe. Na Pokątnej panował ogromny ruch, widziała bardzo dużo swoich rówieśników z rodzicami. Zaśmiała się cicho na myśl, że jej prawdziwa mama nie zmieściłaby się na tych uliczkach. Zakupiła już pergaminy i pióra, kociołek, podręczniki, dała się wymierzyć pod szatę szkolną. Jak kupi różdżkę i odbierze swoje ubranie poczeka na Franka w umówionym miejscu. Poprawiła nerwowo szaliczek na szyi upewniając się, że leży tak jak powinien. Doskonale spełniał swoje zadanie, zasłaniając wszystkie niezgrabne detale. Ellie podskoczyła wystraszona, słysząc za sobą nagle głos starego Olivandera.
- Oooo proszę... Tak, ta różdżka idealnie do panienki pasuje. Miałem cichą nadzieję, że ten rdzeń starczy mi na jeszcze parę sztuk, ale pan Bertone idealnie wiedział jaka ilość jest potrzebna na pani egzemplarz... To wyjątkowa różdżka, jestem absolutnie pewny, że panienki nie zawiedzie.- różdżkarz wychwalał swój twór jak gdyby był żywy i miał uczucia. Elouise wzięła magiczny patyk w dłoń. Wpasował się nią idealnie. Dziewczynka miała wrażenie, że dosłownie wrósł jej w rękę.
- 12 cali, cyprys, niezbyt giętka, ale też nie za sztywna... Wydaje mi się, że obie się doskonale dogadacie- Olivander uśmiechnął się tajemniczo. Dziewczyna podziękowała mu gorąco, chcąc oszczędzić sobie dłuższych wywodów. Zapłaciła winną sumę i chowając różdżkę w kieszonkę kamizelki opuściła lokal. Stanęła na schodku i już miała skręcać w stronę sklepu z szatami gdy w przeciwnym kierunku ujrzała włochatą głowę.
- HAGRID!- krzyknęła głosem pełnym radości i podbiegła w stronę mężczyzny.
- Cholibka! Kogo me oczy widzą! Toż to nikt inny jak Elouise!- objął dziewczynkę na powitanie. Obok Hagrida stał, niewiele wyższy od Ellie, czarnowłosy chłopak w okularach.- Cooo, zakupy przed szkołą? No no. My z Harrym też tak sobie chodzimy i kupujemy. Właśnie się wybieramy po różdżkę, co nie Harry?
Chłopak uśmiechnął się lekko, kiwając głową. Wyciągnął do blondynki rękę.
- Miło mi cię poznać. Ja zaczynam dopiero naukę w Hogwarcie. Jestem Harry Potter.
Elouise zamarła na chwilę. Jej zielone oczy otworzyły się szeroko, jakby miały za chwilę wyskoczyć z orbit. Niemniej jednak serdecznie uścisnęła dłoń Pottera.
- Niesamowite, więc to prawda!- zaśmiała się szczerze radośnie.- Jestem Elouise i także dopiero zaczynam naukę! Może trafimy do tego samego domu! Byłoby wspaniale!
- Jeszcze nie wiem zbyt o czym mówisz... Nie miałem za wiele kontaktu z waszym światem, ale...
- NASZYM światem, Harry Potterze! Nie przejmuj się, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.- za sylwetką chłopca mignęła dziewczynie sylwetka Franka.- Ja już muszę lecieć, ale cudownie było cię poznać, Harry, a ciebie Hagridzie spotkać ponownie.
- I ciebie, droga Elouise!- krzyknął za odbiegającą dziewczyną brodacz.
Frank uśmiechał się szeroko do nadbiegającej córki, ukazując rząd białych zębów. W ręku trzymał klatkę, w której siedziała niewielka sówka. Włochatka pohukiwała cicho, widocznie niezbyt zadowolona ograniczeniem wolności.
- To ona?- spytała Elouise biorąc klatkę w ręce.
- Tak. Mówiłaś, że chcesz nazwać ją Fuksja?
- Mówiłam i jak najbardziej trzymam się dalej tego pomysłu!- szczęśliwa dziewczynka odstawiła klatkę na bok, dając swojemu ciału możliwość na przytulenie mężczyzny.- Dziękuję ci z całego serca!
- Nie ma o czym mówić. Dużo zakupów ci zostało, Złota?- Frank wziął Ellie na ręce, przytulając ją jak na ojca przystało.
- Muszę odebrać już tylko szaty. Chodźmy szybciej, bo jestem już głodna. Margaret obiecała, że zrobi kurczaka w miodzie.- szatynka oblizała się na samą myśl o potrawie, schylając się po klatkę z Fuksją, która też wyglądała na głodną.
***

Elouise siedziała sama w przedziale, patrzyła przez okno i oglądała zmieniające się krajobrazy, opierając głowę na łokciu. Westchnęła cicho. Tak długo na to czekała, a teraz bardzo się stresowała. W końcu była czymś innym od reszty uczniów jadących ekspresem. Obawiała się, że z akceptacją będzie u innych ciężko i na samą myśl poprawiła długą spódnicę i szalik na szyi. Od początku podróży była ubrana w szkolne szaty. Myśl o tym, że brzegi jej ubrań zmienią kolor na barwy domu, do którego zostanie przydzielona, napawała ją ekscytacją i zniecierpliwieniem. Po raz enty sprawdziła czy nie zapomniała różdżki. Nagle drzwi do przedziału otworzyły się z hukiem, a w nich pojawił się pulchny chłopiec z krzywym zgryzem.
- Wy... Wyb...- dukał zdyszany. Elouise spojrzała na niego czekając aż w końcu powie coś zrozumiałego. Zamiast tego usłyszała dziewczęcy głos z korytarza.
- Och, Neville... Spokojnie, nie pędź tak, widzisz, że teraz nie umiesz się porozumieć!- chłopiec odsunął się od przejścia i oparł o ścianę korytarza, a na jego miejscu stanęła urocza istotka z szatynową burzą loków i sporymi jedynkami.- Wybacz mu, bardzo się niepokoi. Zgubił swoją ropuchę, Teodorę. Nazywa się Neville Longbottom, a ja jestem Hermiona Granger.
Ellie wstała i uścisnęła wyciągniętą dłoń gościa. Przedstawiła się samym imieniem i zaproponowała pomoc w poszukiwaniach. Gdy chłopak był już w stanie odpowiednim do obcowania z innymi, również przywitał się z Elouise. Cała trójka podzieliła się zadaniem. Każdy zaglądał do innego przedziału. Po jakimś czasie Neville gdzieś zaginął, a opuszczając jeden z przedziałów beznazwiskowa dziewczyna usłyszała jak Hermiona zagadała się z kimś obok. Postanowiła tam zajrzeć i sprawnym ruchem odsunęła drzwi.
- Jestem Ron Weasley!- rudy chłopiec opychał się słodyczami. Granger spoglądała na niego z nosem zmarszczonym jak króliczek, a naprzeciwko niej siedział nie kto inny jak znajomy z ulicy Pokątnej.
- Harry!- Elouise uśmiechnęła się szeroko, zajmując miejsce obok Hermiony.- Jak dobrze znów cię widzieć!
- Ciebie też fajnie widzieć, Elouise. Znacie się już z Hermioną?
- Tak. Słyszałam ja się przedstawiałeś, Ronie.- szatynka zwróciła się do rudzielca.- Ja jestem Elouise.
- Fajnie- Weasley przełknął sporą porcję fasolek wszystkich smaków, którą nabrał do ust.
- Ubierzcie lepiej czarne szaty, zaraz będziemy wysiadać- Granger kiwnęła na Ellie głową i obie wstały, opuszczając przedział chłopców. Hermiona rzuciła jeszcze Ronowi jakąś uwagę co do jego nosa i obie poszły wzdłuż korytarza.
- Spotkamy się już na peronie, Hermiono- rzuciła Elouise, zatrzymując się przy wejściu do swojego przedziału.

***

Na zewnątrz było już ciemno. Hagrid trzymał w ręku dużą lampę, którą oświetlał drogę i prowadził pierwszaków w stronę jeziora. Przepływali wodę, podziwiając ogromny zamek, który był ich celem. Hogwart. Ich nowy dom. Z łódek dało się słyszeć odgłosy zachwytu. Elouise także była pod ogromnym wrażeniem, jednak nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Monumentalność budowli przytłaczała ją. Czuła się przy niej taka malutka... Z drugiej strony było to dobre uczucie, bo miała pewność, że się tam zmieści. Na pewno nieprędko będzie chciała to testować, ale nigdy nie wiadomo na jakie okoliczności się trafi. W takim zamyśleniu umknęło jej uwadze to, że dopłynęli już na drugi brzeg. Prostą drogą wiodącą pod górę doszli pod mury zamku. Przy żelaznej bramie stała smukła czarownica w podeszłym wieku.
- Pirszoroczni, oto profesor McGonagall!
- Dziękuję Hagridzie. Przejmuję nad nimi opiekę, możesz iść i zająć już swoje miejsce.- brodacz na te słowa skłonił się lekko i zniknął za cegłami.- Za mną, moi drodzy!
Podążając za kobietą, koty mijały ogarnięte ciemnością drzewa, które zdawały się poruszać. Co chwilę nieznany odgłos przyprawiał o dreszcze, a zimny powiew wiatru znad wody tylko potęgował te uczucie. Gdy przeszli przez ogromne drzwi ich oczom ukazały się ruszające obrazy. Ich bohaterowie witali uczniów ciepłymi uśmiechami i zachęcającymi gestami. U szczytu schodów profesor McGonagall zatrzymała się i odwróciła przodem do dzieci.
- Za chwilę, gdy przejdziecie przez te drzwi, spotkacie się z uczniami i nauczycielami naszej szkoły. Zostaniecie też przydzieleni do domów. Są cztery domy- Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Waszym głównym zadaniem, poprzez pilną naukę i dobre zachowanie, jest zdobywanie punktów dla waszego domu. Za odpowiednie czyny punkty dodajemy, za niepoprawne odejmujemy je. Dom, który uzyska najwięcej punktów na koniec roku szkolnego dostanie puchar domów i...
- TEODORA!- wrzask Nevilla zagłuszył McGonagall, która zszokowana przerwała swój wywód. Chłopiec przecisnął się na szczyt schodów i ujął w dłonie sporą ropuchę. A więc to tego stworzenia szukał po całym pociągu... Elouise zachichotała pod nosem. Longbottom spojrzał na zniesmaczoną nauczycielkę.
- Prze... Przepraszam...- wycofał się z powrotem w tłum. Kobieta westchnęła głośno, kręcąc głową.
- Tak więc zaczekajcie tu!- po tych słowach zniknęła za drzwiami.
Nastał ogólny gwar. Wszyscy szeptali podekscytowani. Nagle dało się słyszeć pewny, chłopięcy głos.
- A więc to prawda, co mówili w pociągu... Harry Potter zaszczycił Hogwart...- blondyn oparty o poręcz schodów uśmiechał się cwanie. Elouise dostrzegła go i przeszedł ją dreszcz. Stała jak wbita w podłogę. Chłopak był identyczny jak tamten mężczyzna. Był to bez wątpienia jego syn. Dlaczego musiał rozpocząć naukę w tym samym roku co ona? Usłyszała jak się przedstawia jako Draco Malfoy, co Ron Weasley skwitował cichym parsknięciem.
- Śmieszy cię moje imię? Ty nie musisz się przedstawiać. Rudzielec, szata po starszym bracie... To na pewno Weasley...- Draco spojrzał na Harrego pewnym okiem.- Niektóre rodziny czarodziejów są o niebo lepsze od innych. Z niektórymi nawet nie warto się zadawać. Ja...
- Ty chyba nie mówisz o sobie!- Elouise usłyszała swój własny głos, przedzierający się przez obelgi Malfoya. Blondyn odwrócił się od Pottera i zlustrował dziewczynę od głowy do stóp. Jego wzrok zatrzymał się przy jej długiej spódnicy, ciągnącej się po ziemi. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Zbladł.
- Ty...- głos mu zadrżał. Wszyscy spojrzeli w te same miejsce co on. Dało się słyszeć nagłe szepty. Ellie zagarnęła szybko spódnicę, zasłaniając się dokładnie.
- O co tu chodzi?- Harry, który niczego nie dostrzegł, spojrzał pytająco na Rona. Ten miał nie lepszą minę niż sam Draco, ale zdecydowanie mniej przerażoną.
- Ona... On... Jego ojciec...- wydukał Weasley.- Jego ojciec zabił jej matkę...

Welcome

Na dzień dobry wypada chyba się przywitać... :)
To moja pierwsza przygoda z blogspotem więc z góry przepraszam za ewentualne nieprawidłowości czy błędy. Pewnie ogarnięcie tego wszystkiego zajmie mi trochę czasu także proszę o cierpliwość! :)
Na moim blogu odkryjecie zupełnie nieznaną wersję przebiegu wydarzeń z Hogwartu. To moja własna wizja, która towarzyszyła mi zawsze podczas czytania książek czy oglądania filmów o Harrym Potterze. Co dokładnie?- zostawiam już kurtynę tajemnicy, wszystko się okaże w odpowiedniej chwili... :)
Mam nadzieję, że uda mi się dobrze oddać charakter i magiczny klimat moich tekstów. Wszelka krytyka mile widziana. Bez niej nie dowiem się co złego jest w moich treściach. Trzymajcie za mnie kciuki!




Obserwatorzy